piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział drugi


- Co się tam wydarzyło? – zapytał Thomas, gdy dotarli do ogromnego parku na obrzeżach miasta.
           Ana, była zrozpaczona. Nieustannie miała w uszach dźwięk tak przerażających słów, które usłyszała z ust babki: „Powinna wiedzieć, że jej ojciec żyje”. „Nie to nie prawda … - powtarzała sobie w myśli, -  … mój ojciec nie żyje, Nie może żyć”. Zdezorientowany chłopak potrząsnął lekko Aną. Dziewczyna bezradnie popatrzyła w twarz chłopaka. Thomas miał wrażenie, że z jego najlepszej przyjaciółki uszło życie. Jej wzrok był tak obojętny, a jej dusza tak nieobecna. Nie można było nawiązać z nią kontaktu. Ana usiadła na przydrożnej ławce. Nie zwracała uwagi na przechodzących gapiów.
- Pewno uciekła z kościoła z kochankiem – powiedział przechodzień.
- To szczyt bezczelności. Biedaczek, który musiał być jej narzeczonym. – powiedziała starsza  kobieta z pogardą w głosie.
 - Powinnaś się wstydzić. – krzyknęła młoda kobieta z dzieckiem na rękach.
           Ana tylko patrzyła niewidzialnym wzrokiem przed siebie. Nie docierały do niej krzyki ludzi i obelgi jakimi ją obrzucali. Thomas krzykną na gapiów, by nie wtrącali się w cudze sprawy. Gdy zamieszanie trochę ustało Ana cicho powiedziała:
- Mój ojciec żyje.
           Chłopak słysząc te słowa uznał, że jego przyjaciółka musiała doznać jakiegoś urazu podczas rozmowy z Domingiem.
- Nie, to nie możliwe. Przecież twój ojciec zmarł przed twoim urodzeniem. Sama tak mówiłaś.
           Na twarzy Any pojawił się nerwowy uśmiech.
- Ty niczego nie rozumiesz. Oni wszyscy kłamali. Mój ojciec żyje i mieszka w Miami. Babcia mówiła coś jeszcze o siostrze …
          Anie załamał się głos.
- I mam siostrę bliźniaczkę.
          Dopiero gdy wymawiała te słowa, dotarły one do jej umysłu.
- To jakiś absurd.
- Nie wierzysz mi prawda? – zapytała załamana. – Mój najlepszy przyjaciel mi nie wierzy.
          Chłopak potrząsnął głową. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że tak porządni ludzie za jakich uważał Cecylię i Patricia oraz Isabellę, którą pamiętał, z racji swojego wieku (był starszy od Any i Lukrecii o 4 lata) , mogli tak podle zachować się w stosunku do osoby, którą tak bardzo kochali.
- Ana spokojnie, musimy to wszystko przemyśleć. Być może co innego mieli na myśli..
           Dziewczyna na te słowa poderwała się z ławki i krzyknęła:
- Sugerujesz, że kłamię?
- Tego nie powiedziałem. Co dokładnie usłyszałaś?
          Ana opowiedziała mu całą historię. Thomas nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Jego myślenie o rodzinie de Blanco, całkowicie się zmieniło.
- Wiedziałem, że ten Nosterdino to kopia tatusia, tak samo podły. I co zamierzasz teraz zrobić?
- Jeszcze jutro pojadę do Miami i go odnajdę.
           Jeszcze nigdy Ana nie była tak pewna tego, co chce zrobić. Wiedziała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie odszukała ojca. Nie zastanawiała się, jak on i jego rodzina zareagują na jej nagłe pojawienie się. Nie dbała o to. Chciała tylko na chwile go zobaczyć i porozmawiać z nim jak córka z ojcem. Spodziewała się, że zostanie odtrącona. Popołudnie i noc spędziła w domu Lukrecii i Thomasa. Jeszcze nigdy nie potrzebowała takiej bliskości przyjaciół jak wtedy. Jeszcze tego samego wieczoru powiadomiła dziadków o swoich planach. Nie chciała stać się taka jak ona. Nie miała przed nimi tajemnic. Z wyjątkiem tego jednego wieczoru. Dziadkowie nie pochwalali jej decyzji, jednak poprzysięgli sobie, że w tej sytuacji nie będą ingerować w życie wnuczki. Cecylia nie mogła wybaczyć Anie, pomimo swojego kłamstwa, tego, że jej wnuczka nie wyszła za Domingo. Uważała, że dziewczyna popełniła wielki błąd.

 
*          *          *

- Nie po to tyle się napracowałam, by w jednej chwili wszystko runęło w gruzach. – gorączkowała się Cecylia do swojego męża. - Powinnam ją zatrzymać i choćby siła zaprowadzić przed ołtarz. Teraz wszyscy wezmą nas na języki. Już widzę te nagłówki w lokalnej gazecie
„ Niesforna de Blanco wymknęła się z przed ołtarza Domingowi Nosterdino.”
- Dlaczego ukrywałaś, przede mną fakt, że Nosterdino wie? I jakim prawem podpisałaś z nim tak uwłaczającą umowę.
- On mnie szantażował. – zniżyła ton kobieta.
- To dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie. Mówiłem już dawno, że musimy powiedzieć Anie o jej ojcu i Rebecce.
- Nie mów o tej smarkuli. Nie chce jej widzieć na oczy. Niech jedzie do tego swojego ojczulka. Zdradziła nas, tak jak Henry zdradził nasza córkę. Widać, że są ulepieni z tej samej gliny.
- Jak możesz, jesteś jej babką a ona twoją wnuczką.
           Kobieta popatrzyła na twarz męża z pogardą. Nie mogła uwierzyć, że jej mąż tak broni Any. Jej duma nie pozwalała Cecylii myśleć dobrze o dziewczynie.
- Gdybym ja uciekła sprzed ołtarza przed ślubem z tobą rodzice złoili by mi skórę.
            Mężczyzna nie wierzył w słowa kobiety. W ich małżeństwo stawało na krawędzi. Już dawno coś wypaliło się w ich związku. Starali się jednak ukryć ten fakt przed dorastającą Aną. Chcieli jej stworzyć prawdziwą rodzinę, której nie miała. Nie wiedzieli, że dziewczyna jest świadoma rozpadu małżeństwa dziadków. Wiele razy w nocy płakała i żyła z myślą, że to z jej winy dziadkowie kłócą się po nocach. Zawsze starała się być wzorową wnuczka. Spełniała wszystkie polecenia Cecylii i Patricia. Czuła, że jest dla nich ciężarem.
- Teraz już nie musimy udawać że wszystko jest w porządku. – kontynuowała kobieta . – Od dawna nie było.
           Cecylia mówiąc te słowa wyszła z kuchni. Patricio spodziewał się, że kiedyś będzie musiał przeprowadzić taką rozmowę ze swoją żoną. Tej nocy spał w salonie. Nie musieli już ukrywać wzajemnej niechęci do siebie.


*******************************

Na razie są to przejściowe rozdziały, ale ważne dla całej akcji. Miłego czytania ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz