niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział szósty


- Witam. Czy Ana została u pana na noc?
           Zapytał przez telefon Andreas ojca dziewczyny.
- Czy coś się stało? Ana wyszła z mojego domu około 22. Później już jej nie widziałem.
           Mężczyzna zmartwił się słysząc przestraszony głos przyjaciela córki.
- Na to wygląda ze Ana wyjechała jednak jest to tym bardziej dziwne, że wszystkie jej rzeczy zostały u mnie w domu. To nie w jej stylu żeby wyjeżdżać bez słowa.
           Henry nie mógł uwierzyć w słowa mężczyzny.
- Nie po to odzyskałem córkę by zaraz potem ją stracić. - powiedział do słuchawki.
- Gdyby kontaktowała się z Panem bardzo proszę o kontakt. Wraz z żoną bardzo się o nią martwimy.
          Henry nie mógł uwierzyć w to co mówił Andreas. „ Nie to nie możliwe” powtarzał sobie. Cały dzień czekał na kontakt od Any jednak na próżno. Wieczorem wezwał do swojego domu policjantów i zgłosił zaginięcie córki.


                                                      *                      *                      *

 

Ana obudziła się w ciemnym ciasnym pomieszczeniu. Nie miała pojęcia jak długo spała ani gdzie się znajduje. Pragnęła wrócić do domu, do rodziny. Wstała jednak nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Musiała usiąść ponownie. Nagle usłyszała szczęk metalu. Do środka wszedł wysoki mężczyzna. Nie odzywał się do niej słowem. Ana pragnęła jak najszybciej uciec stamtąd.
- Co ja tu robie? – spytała tajemniczego mężczyzny.
- Dowiesz się w swoim czasie.
          „Gdzieś słyszałam ten głos” pomyślała Ana jednak nie mogła sobie przypomnieć gdzie.
 

                                                 *                      *                      *

            Tydzień później dalej nie odnaleziono Any. Henry obwiniał siebie za zniknięcie córki. Nie mógł sobie darować, ze nie odwiózł jej wtedy do domu Francesci i Andreasa. Teraz nie mógł już nic zmienić. Tylko czekać. Zauważył ze Matthew i Rebecca od kilku dni nie pokazują się w domu. Zapytał o to Elizabeth jednak kobieta zbyła go krótką i niejasną odpowiedzią.
- Mięli jakieś sprawy do załatwienia w Las Vegas.
             Mężczyzna uwierzył w słowa kobiety. Elizabeth nigdy nie interesowała się dziećmi. Wszystko pozostawało na jego głowie. Nie przypuszczał ze to tylko cześć planu jego najbliższych

 

                                 *                      *                      *

 

Przy życiu trzymała ją myśl ze wróci do Guadalajary jako inna osoba, pogodzi się z dziadkami i będzie cieszyć się każdą chwilą z życia. Pewnego wieczoru ponownie ktoś przyszedł do niej tym razem były to dwie osoby. Po budowie ciała poznała ze to kobieta i mężczyzna.
- I jak się czujesz kochanie?
          Na dźwięk tego głosu Anie zrobiło się słabo. Był  to głos Domingo.
- Jak mogłeś, ty podły bydlaku. – krzyknęła i wyrwała się w stronę byłego narzeczonego
          Zaczęła uderzać go pięściami w tors. Mężczyzna uderzył ją, a Ana potknęła się i upadła uderzając głową o łóżko. Oszołomiona podniosła się z ziemi. Kobieta odsłoniła swoją twarz. Okazała się nią jej siostra.
- Mówiłem że czeka Cię kara za to co mi zrobiłaś. – usłyszała z ust mężczyzny. – Ze mną żyłabyś jak królowa. Ale wiesz, to ze dowiedziałaś się tego wszystkiego i uciekłaś doskonale się złożyło, gdyż znalazłem zwolennika a raczej zwolenników mojego planu. Miejsce w szpitalu psychiatrycznym masz zapewnione. Nikt Cię nie odnajdzie.
- Zgnijesz wśród wariatów. Tam jest twoje miejsce. – usłyszała z ust siostry.
- Na pewno już mnie szukają i w końcu znajdą a wy za to zapłacicie.
         Domingo podszedł do Any. Zawiązał jej ręce na plecach i wyprowadził z pomieszczenia. Nagłe światło oślepiło Anę. Dziewczyna potknęła się. Była cala obolała. Chciała uciec jednak wiedziała ze nie ma szans. Modliła się tylko o cud. Wpakowali ją do bagażnika. Poczuła ze auto rusza. Po jakimś czasie bagażnik otworzył się, a Domingo wyszarpał ją z niego. Ana zobaczyła mały samolot. Przypomniała się jej scena ze snu. „ Nie to nie może się stać” pomyślała.
- Przynajmniej będziesz u siebie.
- Gdzie lecimy panie Nosterdino? – usłyszała głos pilota.
- Do Meksyku.
            Podróż ciągnęła się w nieskończoność. Ana pogodziła się z myślą, że nikt jej nie odnajdzie. Starała się przyzwyczaić do tej myśli. Była spokojna starała się nie myśleć o nadchodzących wydarzeniach. Jednak to co wydarzyło się chwile potem zaskoczyło wszystkich. Usłyszała tylko słowa pilota:
- Straciłem kontrole nad samolotem! Spadamy!
            W samolocie zapanował wielki chaos. Ana starała się zapanować nad emocjami. Usłyszała tylko trzask metalu i łamanych drzew. Uderzyła głową o siedzenie z przodu i straciła przytomność.

 
*********************************
Kolejny rozdział. Już niedługo główni bohaterowie ponownie się spotkają. Pozdrawiam.
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz