czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział pierwszy


Ana zerwała się w nocy z krzykiem.  Pamiętała tylko jeden widok. Rozbity samolot i siebie leżącą wśród spalonych fragmentów awionetki.
- Co się stało kochanie? – do pokoju wbiegła starsza kobieta z siwymi włosami.
           Chwile później zjawił się mężczyzna w podeszłym wieku, przystojny jak na swoje lata
- Oh babciu. – załkała Ana. – To było takie okropne. Ten samolot. To wszystko było tak realne.
           Dziewczyna wtuliła się w ramiona Cecylii de Blanco. To w nich znalazła pocieszenie piętnaście lat temu, gdy w napadzie zginęła jej matka Isabella. Od tamtej pory Ana dorosła, zaczęła podejmować coraz to poważniejsze decyzje. Ojca nigdy nie poznała. W jej rodzinie nie rozmawiano o mężu Isabelli. Gdy była małym dzieckiem zapytała matkę gdzie jest jej tatuś. Kobieta niepewnie odpowiedziała, że patrzy na nią z nieba. Ana więcej nie pytała o ojca. Zawsze marzyła o rodzeństwie. Nigdy się go nie doczekała. Jej rodzeństwem byli Lukrecia i Thomas Amaral - rodzeństwo.
- Kochanie nie płacz. Przeżywasz jutrzejszy dzień Każda panna młoda tak ma. A teraz śpij. Musisz być wypoczęta. To będzie wspaniały dzień.  – pocieszała Anę Cecylia.
           Po raz kolejny Ana usłyszała jaką radość sprawia babce myśl o ślubie wnuczki z najbardziej wpływowym mężczyzną w Guadalajarze. To babka poznała tych dwoje i to ona najbardziej naciskała na Anę, by przyjęła zaręczyny młodego Nosterdino. Cecylią i Patricio opuścili pokój wnuczki. Mężczyzna nie pochlebiał małżeństw z rozsądku, a tym bardziej z takim mężczyzną jakim był Domingo.
 

Poranek był ciepły, jednak spowity ciężką mgłą. Czuć było napięcie panujące dookoła. Dziewczyna miała wrażenie, że natura czuje się tak samo zgnębiona i zagubiona  jak ona. W domu od samego rana panował ponury nastrój. Wszyscy za czymś ganiali, krzyczeli na siebie. Jedynym  pragnieniem Any była ucieczka z tego miejsca pełnego waśni i nienawiści.
Dziewczyna niechętnie ubrała bogatą suknie ślubną koloru kości słoniowej z delikatnymi perłami. Takim strojem Domingo chciał pokazać swojej wybrance, jak bogaty jest zasób jego portfela i poniżenie narzeczonej, której dziadkowie żyją z winnicy, a on jest znanym synem znanego ojca. Ana poszła na poszukiwanie babki. Nigdzie nie mogła jej znaleźć. Jeden z pomocników kreatora ślubnego, którego wynajął Domingo, wskazał miejsce gdzie dziewczyna mogła odnaleźć Cecylię. Ana ruszyła wąskim korytarzem prowadzącym do piwnicy, gdzie Patricio kolekcjonował wina. Ana usłyszała kłótnie. Chciała wejść do środka i powstrzymać kłócących się. Jednak przez przypadek usłyszała swoje imię. Nie była tym zaskoczona. Często słyszała rozmowy o sobie, w których ona nie brała udziału. Babka usprawiedliwiała to jej szczęściem. Jednak to co usłyszała później zmroziło jej krew w żyłach.
- Musimy jej o tym powiedzieć. – powiedziała babka
- Nie taka była nasza umowa pani de Blanco. Chyba nie musze pani przypominać, że gdyby Ana dowiedziała się, a szczególnie od pani, o naszej wspólnej tajemnicy nie dostała by ani grosza ze spadku swojej matki, który miała dostać po ślubie.
- Ale to ją dotyczy i to najbardziej. Powinna wiedzieć, że jej ojciec żyje.
           Słysząc te słowa pod Aną ugięły się nogi. Chciała z tamtą odejść, jednak nie była w stanie.
- Niech pani mówi ciszej – powiedział podniesionym głosem Domingo. – Chyba nie chcemy, by ktoś się o tym dowiedział. I tak samo że ma siostrę bliźniaczkę. Jeśli będzie pani chciała jej to powiedzieć, to proszę się dobrze zastanowić, bo będzie musiała pani ponieść konsekwencje a chyba nie chcemy by stało się coś złego Anie choćby przez przypadek.
- Proszę mi nie grozić wiem, że taka jest treść naszej umowy, jednak Ana to moja wnuczka. Przez tyle lat ukrywaliśmy przed nią jej pochodzenie.
- Nie bardzo rozumiem. Przecież Ana dobrze wie kto jest jej matką
- Tak, jednak to nie wystarczy. Chyba pan to rozumie. Każdy chce wiedzieć kim są jego rodzice. A poza tym mój mąż nie wie że zawarliśmy taka umowę.
         Domingo po chwili namysłu odwrócił się w stronę dębowych drzwi chroniących dostępu do piwnicy. Mężczyzna ujrzał skrawek sukni Any. Dziewczyna nie kryła już swojej obecności. Mocno popchnęła dębowe drzwi.
- A kogo my ty mamy. – powiedział podchodząc w stronę kobiety.
         Od Any emanowała ogromna dawka zacięcia i odwagi. Żadna kobieta nie odważyłaby się sprzeciwić takiemu mężczyźnie. Pomimo, że była o wiele niższa niż jej narzeczony, który mierzył prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu, podniosła odważnie głowę i patrzyła mu prosto w oczy.
- Kochanie co tu robisz. Nie ładnie podsłuchiwać. – powiedział ironizując.
         Mężczyzna podniósł rękę i dotknął policzka dziewczyny. Ta jednym ruchem strąciła dłoń Dominga.
- Brzydzę się Toba. – wykrzyknęła.
- Nie tym tonem.
         Domingo złapał ja mocno za przedramię. Na twarzy Any pojawił się grymas bólu. Mężczyzna dodał:
- Gdzie się podziała ta moja potulna przyszła żona?
- Jak on się nazywa?- wysyczała przez zęby zainteresowana.
- Nie ważne. Dzisiaj zaczynasz nowe życie u mojego boku.
- Jak się nazywa? – powtórzyła pytanie.
          Domingo odwrócił się z stronę Cecylii. Nie wypuścił ręki Any z mocnego uścisku. Dziewczyna usłyszała cichy głos załamanej babki.
- Henry McGonagall. Mieszka w Miami i jest Amerykaninem. Twoja siostra bliźniaczka to Rebecca. Chyba mieszka razem z ojcem i jego rodziną, ale nie jestem pewna.
- Babciu jak mogłaś? Dlaczego nic mi nie powiedzieliście?
- To wszystko dla twojego dobra.
          Dziewczyna wyszarpała się z uścisku i podeszła do babki. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Chciała jej zadać tak wiele pytać, które cisnęły się jej na język. Nie miała siły. Czuła się wyczerpana.
- Dla mojego dobra? A ten ślub? Po co to wszystko?
           Kobieta nie odpowiedziała. Ana chciała opuścić to pomieszczenie i nigdy nie wrócić do tego miejsca, do tych ludzi. Miała dość życia w cieniu, wśród ludzi którzy nieustannie dyktowali jej co ma robić i jak żyć. Wreszcie miała okazje, by uciec od tego świata i zacząć wszystko od nowa. Jedyna myśl która towarzyszyła jej w tym momencie to ucieczka i odszukanie ojca. Powtarzała sobie w myśli dane, które podała jej Cecylia. Szybko odwróciła się i chciała wybiec z piwnicy. Na jej drodze stanął Domingo.
- Nie tak szybko. – usłyszała jego głos. – Najpierw ślub moja żono.
- Nie masz prawa tak mnie nazywać.
          Mężczyzna stanął na jej drodze. Nie miała wyjścia. Przytuliła się do Domingo. Mężczyzna oszołomiony nie wiedział co robić. Ana z całych sił kopnęła Domingo w piszczel, a gdy zgiął się z bólu, kolanem wycelowała w jego twarz. Mężczyzna zawył z bólu, a po jego twarzy ociekała  krew. Ana ile sił w nogach pobiegła przed siebie. Modliła się, by Domingo nie dogonił jej. Był zdolny ją zabić, szczególnie, gdy Ana zastosowała usprawiedliwioną przemoc wobec niego. Chwile później usłyszała krzyki babki i Dominga, który ruszył za nią w pogoń. Ana zobaczyła przed sobą znajomą twarz. To był Thomas. Dziękowała Bogu, że właśnie jego ujrzała. Szybko podbiegła do niego, złapała go za rękę i krzyknęła zdyszana:
- Błagam cie, zabierz mnie z tego piekła.
           Chłopak nie zastanawiał się ani chwili. Słysząc błagania Any i krzyki Domingo ruszył za dziewczyną. Przyjaciele wybiegli na dwór przed hacjendę. Thomas wyciągnął kluczyki do motoru z kieszeni spodni. Szybko wsiedli na motor i z piskiem opon odjechali. Udało im się ruszyć, zanim w drzwiach mieszkania pojawił się Domingo, Cecylia i Patricio.
- By to szlag! - krzyknął za odjeżdżającą parą Domingo – To wasza wina. Pożałujecie tego! – odezwał się do Cecylii i Patricia.
          Mówiąc te słowa wrócił do środka. W mieszkaniu zapanowała panika, gdyż Domingo wpadł w taka furię, jakiej nikt u niego jeszcze nie widział. Mężczyzna wyrwał z rąk kelnera chustę i zakrył krwawiący nos.
- Nie daruje jej tego! – poprzysiągł sobie.
          Ceremonia została odwołana. Nosterdino został upokorzony przed całym miastem. Jeszcze nikt tak go nie potraktował. Jednak jego podły charakter nie pozwoli mu zapomnieć o ucieczce Any z przed ołtarza. Zapragnął się na niej zemścić. Już w pierwszym momencie przyszedł mu do głowy pewien plan, który mógł zostać zrealizowany w najbliższym czasie.
- To będzie jej wielki upadek. – powiedział do siebie podle się uśmiechając.

 *************************************************

Pierwszy rozdział już gotowy. Mam nadzieję, że się Wam on spodoba. Z czasem akcja zacznie się rozwijać. Oj będzie się działo. Jeśli prowadzicie własne blogi i chcecie się podzielić własną twórczością nie tylko tą pisarską piszcie ich adresy w komentarzach pod postami. Buziaki ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz