czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział dziesiąty


Mijały dni a Damian nie mógł zdobyć się na odwagę, by powiadomić Anę o odkrytych informacjach. Był świadomy, że musi jej powiedzieć. Wiedział, że gdyby dziewczyna dowiedziała się, o tym, że ukrywa przed nią prawdę, znienawidziłaby go. Sam się za to nienawidził, ale nie znał innego sposobu by jak najdłużej z nią być. To był jedyny sposób. O świcie w ostatni dzień umowy z Albertem, Damian sięgnął po słuchawkę.
- Alberto Montoya przy telefonie.
- Tu Damian.
            Usłyszał w słuchawce pogardliwy głos.
- Już myślałem że nie zadzwonisz i sam będę musiał porozmawiać z Aną. Rozumiem, że mogę zawiadomić Cecylię i Patricka de Blanco, że mogą przyjechać do Veracruz i zobaczyć się z wnuczką. Obawiam się, że zabiorą ją do Guadalajary.
            Damian nie miał siły by odpowiedzieć mężczyźnie. A Alberto dalej mówił.
- I widzisz sytuacja się powtarza tym razem to ja zabieram ci ukochaną.
            Mężczyzna czuł się bezradny wobec zarzutów policjanta.
- Przyjaźniliśmy się – kontynuował Alberto. – Byłeś dla mnie jak brat. Załatwiłem ci prace na komendzie. A ty jak mi się odwdzięczyłeś? Przeleciałeś moją narzeczoną.
- To nie było tak. Do niczego między nami nie doszło. – próbował bronić się Damian.
- To dlaczego planowaliście ślub?
- To nie jest rozmowa na telefon. Przyjedź a wyjaśnimy sobie wszystko.
- Tu nie ma czego wyjaśniać. Ale i tak przyjadę – z państwem de Blanco, po Anę.
          Alberto rozłączył się. Damian wyszedł z gabinetu i ruszył do sypialni Any. W domu panował jeszcze spokój. Jednak jego dusza szalała z rozpaczy. Bał się, żę może ją stracić. Lekko uchylił drzwi i wsunął się do sypialni. Zobaczył śpiącą Anę. Jej kasztanowe włosy były rozrzucone na poduszce, a lekkie słońce przebijające się przez zasłonę oświetlało jej twarz. Damian podszedł do łóżka. Dotknął włosów dziewczyny. Były takie miękkie i piękne. Przysunął je do ust i zaczął je całować. Zatracał się w ich zapachu. Nachylił się nad twarzą Any. Pocałował ją w czoło, nos aż wreszcie dotarł do jej ust. Pragnął całować ją, pieścić i kochać się z nią do utraty tchu. Poczuł, że dziewczyna poruszyła się. Jednak nie przestał jej całować. To było silniejsze do niego. Ana instynktownie obięła rękoma jego szyję. Czuła się wspaniale w ramionach Damiana. W końcu oderwali się od siebie. Ana dużymi oczami popatrzyła na twarz Damiana. Chłopak uśmiechał się do niej. W oczach chłopaka zobaczyła pożądanie ale i smutek. Dziewczyna odpowiedziała mu uśmiechem.
- Takie pobudki mogę mieć codziennie. - powiedziała jeszcze śpiącym głosem.
- Przepraszam, że obudziłem Cię tak wcześniej. Ale… - Damian nie wiedział od czego zacząć. – Musimy porozmawiać. To może zmienić wszystko zmienić.
- Co się stało? – spytała – Coś z Eleną?
- Cioci nic nie jest. Nie chodzi o nią, a o ciebie. Zadzwonił do mnie Alberto. Odnaleźli twoją rodzinę.
         Ana nie mogła uwierzyć w słowa Damiana. Czuła, że serce wyskoczy jej z piersi. 
-Twój ojciec to Henry McGonagall, a dziadkowie to Cecylia i Patricio de Blanco. – kontynuował. Ojciec mieszka w Miami ze swoją rodziną, a dziadkowie w Guadalajarze. Montoya już ich zawiadomił i najprawdopodobniej przyjadą tu dzisiaj po ciebie.
           Ana zaczerpnęła głośno powietrze. Uświadomiła sobie, żę przez pewien czas nie oddychała.  Czuła, że jej pobyt u Eleny i Damiana minął. Po jej policzkach popłynęły łzy. Były to zarazem łzy szczęścia, ale i łzy rozpaczy. Przyzwyczaiła się do życia u Eleny. Przy Damianie czuła się bezpiecznie. Była świadoma, że gdy przyjadą ludzie którzy są jej dziadkami, będą chcieli ją zabrać do domu. Jednak Ana czuła, że jej dom jest teraz u boku Damiana. Musiała wybierać między powrotem do starych przyzwyczajeń i ludzi nie pamiętanych a pozostanie na hacjendzie u boku Damiana i odizolowanie się od rodziny. Miała mentlik w głowie. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie miała pewności, że Damian czuje to samo do niej, co ona do niego. Mówił jej ze ją kocha, ale nie mogła w to uwierzyć. To tylko słowa. Wiedziała,  że jeśli wyjedzie możę go znowu stracić tym razem na zawsze. Z zamyślenia wyrwał ją głos Damiana.
- Powidz coś proszę.
           Ana popatrzyła bezradnie w oczy Damiana. Nic nie powiedziała. Chłopak wyszedł z pokoju. Czuł na sobie wzrok dziewczyny. Gdy zamknęły się drzwi sypialni Ana wtuliła się w poduszkę i zaczęła głośno płakać. Miała nadzieje, żę Damian ją pocieszy, zapewni ją o swojej miłości do niej i poprosi, by została. Przypomniała sobie ich rozmowę znad jeziorka. Teraz nadszedł ten moment. Moment wyboru.




****************************************
Kolejny rozdział dodam najprawdopodobniej w połowie przyszłego tygodnia. Miłego weekendu i do zaczytania ;)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz