Ciepły, letni deszcz delikatnie
uderzał w okna jednego z mieszkań Guadalajary. Wyglądająca przez okno kobieta
przypominała leśną nimfę skąpaną w promieniach letniego słońca i spływających
po oknach kroplach deszczu. Rozmyślała o
tym co było i co czeka ją w nadchodzących dniach. Niezapomniany obraz sprzed
roku, niezapomniana twarz. Tak upragniona twarz, a jednak tak niedostępna.
- To będzie piękna ceremonia. – powiedziała w tle piękna młoda kobieta.
Jednak dziewczyna przy oknie nie oderwała wzroku od szyby ani na chwile. Cicho wyszeptała – „To był taki sam wieczór jak wtedy.”
- Ana czy ty mnie w ogóle słuchasz?
– wtrąciła Lukrecia Amaral- To będzie piękna ceremonia. – powiedziała w tle piękna młoda kobieta.
Jednak dziewczyna przy oknie nie oderwała wzroku od szyby ani na chwile. Cicho wyszeptała – „To był taki sam wieczór jak wtedy.”
Młoda brunetka o śniadej twarzy oderwała wzrok od okna. Starła z policzka jedną łzę, jednak jej myśli kłębiły się gdzie indziej.
- Ana de Blanco przywołuję cię do porządku. Nie możesz doprowadzać się do takiego stanu. Przecież jutro twój szczęśliwy dzień.
Jednak Ana
nie wyrażała takiego entuzjazmu jak jej przyjaciółka. Dla Any oznaczało to koniec
dotychczasowego życia.
- Gdybyś wiedziała, że na świecie, gdziekolwiek, jest osoba
przeznaczona dla ciebie i tylko dla ciebie co byś zrobiła? – zapytała ze
smutkiem w głosie Ana- Dlaczego pytasz?
- Bo wiem, że na pewno tą osobą nie jest Domingo Nosterdino.
- Ale to twój przyszły mąż, jest taki przystojny, męski i do tego bogaty. Każda dziewczyna chciała by go mieć za męża.
- Ale jest arogancki, zachowuje się jak narcyz. Rok temu stało się coś co na zawsze odmieniło moje życie. Już nigdy nie będę patrzyć na świat tak jak dawniej.
Lukrecia
nie miała pojęcia o wydarzeniach sprzed roku, o których mówiła Ana. Dziewczyna
pomimo swoich 25 lat, była zamkniętą w sobie, milczącą osobą, po studiach
teatralnych. Pomimo wielu przyjaciół nie spotkała swojej bratniej duszy.
- O czym ty mówisz? – pyta
zdezorientowana przyjaciółka- Nikomu o tym nie mówiłam. To stało się rok temu. Wtedy poznałam mojego bohatera. Widziałam go tylko przez parę minut. Jego twarz widzę każdej nocy, zastanawiam się czy przeżył, czy nic mu nie jest. Doprowadza mnie to do szału. Wiem że nie mogę zmienić tego wszystkiego. Jest już za późno.
- Ale co się stało?
- To był taki wieczór jak dzisiaj, padało, a ja wracałam z cmentarza z grobu mamy. Wtedy napadł mnie jakiś mężczyzna. Nie wiedziałam co się dzieje. Rzucił mnie na ulice, zaczął zdzierać ubranie i wtedy zjawił się on - jak rycerz w zbroi na białym koniu. Odepchnął go ode mnie. Usłyszałam tylko jak krzyknął „Uciekaj”. Pobiegłam za róg domu. Nie mogłam go zostawić. Chciałam mu podziękować. I nie zdążyłam. Przyglądałam się, jak walczyli na ulicy. Podziwiałam zgrabne ruchy jego ciała. Miał znaczną przewagę nad bandytą. Do czasy, gdy ten wyciągnął nóż. W międzyczasie zadzwoniłam na policje.
Ana
przerwała na chwile swoje opowiadanie. Przyglądała się twarzy przyjaciółki. Nie
wiedziała, jak Lukrecia zareaguje. Bała się reakcji najbliższej jej osoby.
- I co było dalej? – zapytała przejęta Lukrecia – Dlaczego
go nie posłuchałaś i nie uciekłaś? - Mówiłam ci. Nie mogłam go zostawić. Nie zniosłabym tego. Zadręczałabym się, że nie zrobiłam nic. Bandyta dźgnął, go nożem w brzuch. Mój bohater upadł jak martwy, a tamten uciekł. Instynktownie wybiegłam zza rogu i pognałam ile sił w nogach do niego. Dokładnie widziałam jego twarz, całą posiniaczoną i we krwi. Był nieprzytomny. Wezwałam karetkę. Starałam się zatamować krew, ale było jej tak dużo. – wyszeptała ostatkiem sił Ana. – Potem zabrali go do szpitala. Próbowałam się dowiedzieć jak się nazywa, cokolwiek, ale nic nie wskórałam. Nawet nie wiesz jakie to było dla mnie ciężkie. I dalej jest. Jeszcze gdy wiem, że go kocham.
- Jak można pokochać kogoś, kogo się widziało tylko raz i w dodatku przez paręnaście minut.
Ana
odwróciła się ponownie do okna i wyszeptała:
- Można. To jest przeznaczenie. Popatrzyłam tylko na jego
twarz i wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni. - To wszystko jest za trudne. Nie myśl o innym, kiedy wychodzisz za mąż. Tak powiadała moja babcia, a co mówi babcia …
- … jest święte. – dokończyła za Lukrecię Ana. - Proszę cie chce być sama. – mówi uśmiechając się lekko Ana.
Przyjaciółka
tylko kiwnęła głową i opuściła pokój Any. Panna młoda starała się wymazać
bolesne, a zarazem piękne wspomnienie ze swojej pamięci, jednak bezskutecznie.
Cały czas miała przed oczami twarz przystojnego Meksykanina, o śniadej cerze i
oczach zielonych jak wiosenna trawa. Ta wyjątkowa twarz towarzyszyła jej
każdego dnia i nocy przez 365 dni w roku.
- Przynajmniej będę mogła zachować wspomnienia. Tego nikt mi nie zabierze.
I z tymi
słowami na ustach położyła się do łóżka.
******************************************************
I prolog mojej historii gotowy. Mam nadzieję, że zachęci Was on do dalszego zaglądania i czytania tej historii
******************************************************
I prolog mojej historii gotowy. Mam nadzieję, że zachęci Was on do dalszego zaglądania i czytania tej historii
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz